czwartek, 24 listopada 2011

Ślepy strzelec wyborowy - obrońcom Krytyki Politycznej

Rozpocznę od zaskakującego wyznania: odwiedziłem stronę Krytyki Politycznej !

Idąc za linkiem wskazującym miejsce publikacji 6 (!) listów sprzeciwiających się możliwym sankcjom wobec lewackiego klubu, takim jak obcięcie ministerialnych dotacji, utrata możliwości wynajmu na preferencyjnych warunkach sporego lokalu w samym centrum Warszawy, zaspokoiłem swoją ciekawość jakie argumenty zostały użyte w listach, kto je podpisał, czym się różnią pomiędzy sobą i na ile wnoszą coś istotnego do meritum sprawy jakim jest czynny udział Krytyki Politycznej w blokadzie Marszu Niepodległości i lewackich ekscesach w dniu 11 listopada 2011 r.

Poczyniłem przy okazji kilka mało oryginalnych obserwacji:

1. Poszczególne listy okazały się de facto jednym pismem rozpisanym na głosy. Ludzie szeroko pojętej kultury podzielili się (zostali podzieleni?) na grupy według posiadanej profesji i przez multiplikację chcieli stworzyć wrażenie wielogłosowego chóru obrońców zagrożonego przez barbarzyńców matecznika wysokiej kultury.

2. Argumentacja we wszystkich listach jest podobna jeśli nie identyczna. My znani twórcy i gwiazdy rozrywki, solidaryzujemy się ze środowiskiem wspierającym kulturę, bez którego życiu artystycznemu i umysłowemu stołecznego miasta Warszawy grozi uwiąd i bezbarwność. Chcemy ochronić Krytykę Polityczną swoim autorytetem. Czynimy to bezwarunkowo i nie przyjmujemy do wiadomości żadnych doniesień o zdarzeniach obciążających jej środowisko czynami przeciwko porządkowi publicznemu i obowiązującemu prawu.

3. Z listów przebija solidarność beneficjentów państwowego mecenasa z innymi beneficjentami (syndrom wspólnego garnuszka) i mecenasem pośredniczącym w przepływie środków publicznych, w której to roli Krytyka Polityczna występuje najczęściej wobec twórców. To podważa bezinteresowność wielu sygnatariuszy listów.

4. Wszystkie listy uchylają się od jakiegokolwiek odniesienia do sedna sprawy: czy i w jakim stopniu Krytyka Polityczna stanowiła zaplecze dla kryminalnych ekscesów w Dniu Niepodległości? Ślepota w tym pospolitym ruszeniu autorytetów okazuje się tyleż użyteczna co zaraźliwa. Listy te przechodzą dokładnie OBOK meritum i są dowodem koniunkturalizmu i złej woli swoich sygnatariuszy. Oczywiście, jak zawsze w takim przypadku, trafiają się pojedyncze podpisy ludzi niewyrobionych politycznie i ulegających cudzej opinii. Ale to jest margines.

5. Sygnatariusze listów oczekują, że ich pupile nie poniosą odpowiedzialności za swoje postępowanie. Nie ma jak widać takich czynów, które mogły by zachwiać ich przekonaniem o słuszności sprawy, w której obronie występują. Związki z prowokatorami z Niemiec znajdującymi schronienie w klubie, nielegalna broń w lokalu, podżeganie do bijatyk ulicznych - to wszystko za mało, aby ważyć w tej sprawie. Sierakowski i jego przyboczni stoją POZA PRAWEM.

Z ulgą opuściłem jaskinię lewactwa. Przypadkowa wizyta okazała się pożyteczna: obnażyła z kim mamy do czynienia, jakich interesów broni się do upadłego, jaką mizerię umysłową i moralną odsłania niejeden celebryta, gdy opuści swój piedestał.

środa, 23 listopada 2011

FORMAT C: (Formatuj Ciemniaka)

Polecenia systemu operacyjnego mogą mieć inne niż powszechnie przyjęte znaczenie. Do takiego wniosku doszedłem powziąwszy z pierwszej ręki, bo od samego premiera Tuska, informację o powstaniu nowego ministerstwa pod wodzą Michała Boniego ze słowem "cyfryzacja" w nazwie (Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji).

Istniejące w latach 2004-2005 Ministerstwo Nauki i Informatyzacji (z prof. Michałem Kleiberem jako ministrem), zajmujące się m.in. informatyzacją w obszarze nauki i badań naukowych oraz promocją społeczeństwa informacyjnego zostało zastąpione przez premiera Marcinkiewicza Ministerstwem Edukacji i Nauki a pion informatyzacji trafił w latach 2005-2007 do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (z ministrami Dornem, Kaczmarkiem i Stasiakiem). W tym czasie w zakres działań ministerstwa wchodziły cztery działy administracji rządowej: administracja publiczna, informatyzacja, sprawy wewnętrzne, wyznania religijne oraz mniejszości narodowe i etniczne. To wówczas administracja po raz pierwszy została zestawiona z informatyzacją , a zakres tej ostatniej wykroczył poza wąski obszar nauki.

Informatyzacja jest pojęciem bardzo ogólnym i pojemnym. Obejmuje urządzenia i sieci komputerowe, oprogramowanie, metody przetwarzania i przechowywania informacji itp. Może odnosić się do gospodarki, społeczeństwa, szkolnictwa, nauki, administracji rządowej i samorządowej, obronności, policji, wymiaru sprawiedliwości, ubezpieczeń itp. Natomiast cyfryzacja (z ang. digitalization) jest w stosunku do informatyzacji pojęciem bardzo wąskim. Najprościej rzecz ujmując dotyczy przekształcenia sygnałów analogowych, obrazów, filmów, dźwięku, tradycyjnych dokumentów i baz danych do postaci cyfrowej, którą możemy następnie przechowywać, udostępniać i przetwarzać w systemach komputerowych, lokalnie lub zdalnie.

Bez względu na to, czy Platforma Obywatelska ograniczyła zakres kompetencji ministerstwa świadomie, czy też nieświadomie, bawiąc się nowym dla siebie słowem "cyfryzacja", dowiodła w ten sposób, że mało zaszczytne określenie "rządy ciemniaków", nawiązujące wprost do stylu rządów PRL za czasów I sekretarza PZPR Władysława Gomułki, przylgnęło do rządów Donalda Tuska nieprzypadkowo. A zadufanego ciemniaka trudno oświecić - najlepiej chyba sformatować go od nowa:

FORMAT C: